Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Te. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Te. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2013

"sPokolenie, czyli Gniew" Andrzeja Te - głos pokolenia?

Zanim „sPokolenie, czyli Gniew” ujrzało światło dzienne, powstał blog „sPokolenie, czyli…”. Potem, w różnych miejscach Szczecina, pojawiły się charakterystyczne wlepki. Wszystkie te działania autora wydają mi się znamienne w kontekście całej jego twórczości, w której dominuje zniechęcenie i rozczarowanie światem sterowanym mediami. Znamienne o tyle, że założenie bloga o niewydanej jeszcze książce i „znaczenie” miasta naklejkami bezpośrednio nawiązującymi do treści powieści, to metody perswazyjne. Utrwalają one w świadomości odbiorcy obrazy, które mają uruchomić skojarzenia, a tym samym pobudzić do pewnych działań.

Wyblakła nieco wlepka. Kto przeczyta, będzie wiedział.
Fot. Estera Zoc-Firlik

„sPokolenie, czyli Gniew” Andrzeja Te jest dla mnie formą komunikatu. Dość przejaskrawioną i groteskową. Przyznam, że przed lekturą książki, sugerując się zdawkowymi opisami, spodziewałam się realistycznej rejestracji naszej polskiej rzeczywistości. Od razu prostuję, nie spodziewajcie się drodzy czytelnicy obrazów „z życia wziętych” czy „trudnych spraw”. Losy bohaterów są dość wyjątkowe i raczej nie spełniają wymogów dramatu obyczajowego. Bo czy często się zdarza, że dyrektor, a raczej były dyrektor urzędu wikła się w handel marihuaną, a popularny niegdyś niedoszły prezydent staje się zwyrodniałym potworem?

Kumulacja, spotęgowanie, nawarstwienie emocji i pewna skrótowość fabuły cechuje najnowszą powieść Andrzeja Te. To opowieść o eskalacji gniewu, prezentacja skrajnych postaw zrodzonych z poczucia krzywdy i odrzucenia. Bohaterowie mają dość sterowania, układania ich podług i według czyjegoś widzimisie. Chcą wziąć życie w swoje ręce, wyłonić się z masy, zostać zapamiętanym. Drogą jest gniew i bunt. Tylko w ten sposób mogą osiągnąć cel.

W wielu recenzjach piątej już w dorobku pisarza książki zwrócono uwagę na wulgaryzmy. Dla mnie ważniejsza jest sama, dość specyficzna, konstrukcja zdań. Są to zdania nieskończone, niedopowiedziane, choć postawienie stanowczej kropki na końcu sugeruje ich zamkniętą formę. Na przykład: „Czasami czytał, co nabazgrali na kartce. Czasami nie musiał, bo.” lub „Miłym i dość kluczowym dodatkiem było to, że mój papier miał wysoką jakość (choć gramatura zbliżona do grubej serwetki), a kosztował tyle, co najtańszy, szary, przez który przebijają się palce, maczają w.” Oprócz dosadnego języka i nasycenia kolokwializmami autor zastosował liczne odniesienia do popkultury. Powieść jest zatem splotem niedopowiedzeń, uogólnień i symboli, a także odwołuje się do haseł i zwrotów utrwalonych w powszechnej świadomości.

W moim odczuciu „sPokolenie, czyli Gniew” Andrzeja Te jest nie tyle diagnozą społeczną, ile potrzebą wyartykułowania własnych pretensji do świata. Swoją książką wyraża brak akceptacji dla otaczającej rzeczywistości, pokazuje jak cienka może być granica między zmęczeniem i frustracją, a gniewem i konsekwencjami z niego wynikającymi.


piątek, 7 grudnia 2012

Andrzej Te. Podejrzewany o napisanie i wydanie „Dzieci TV”, a ostatnio także „Freelancera”


Niniejszy tekst jest wynikiem rozmów prowadzonych w tak zwanym realu, jak i w przestrzeni wirtualnej. Nie jest to wywiad, gdyż ten urywany, zmienny w swej formie dialog, obywał się drogą nieformalną. Jest to raczej zapis moich spostrzeżeń zilustrowanych wypowiedziami mojego rozmówcy. Bohaterem jest młody szczecinianin, autor między innymi „PRacownika” i ostatnio wydanego „Freelancera”. Rozmawialiśmy o jego książkach, o sensie pisania w ogóle, a także o całym procesie wydawniczym.




Debiutancka mikropowieść „PRacownik” została opublikowana pod pseudonimem Hubert Hurbański, przy kolejnych pozycjach „posłużył się” Andrzejem Te. Muszę przyznać, że zaintrygowało mnie to. Tkwię bowiem w przeświadczeniu, że w dzisiejszych czasach większość z nas łaknie jednak rozgłosu, przypisania zasług, splendoru. Tymczasem Andrzej Te konsekwentnie „nie przyznaje się” do swojej twórczości. Dlaczego?
W przypadku „PRacownika” autor przede wszystkim nie chciał palić za sobą mostów w branży, w której pracował:

„Zaczynałem dopiero pracę w branży PR, a w książce tej trochę jednak naśmiewam się z kilku osób, między innymi moich byłych szefów, których wziąłem sobie za wzór tworząc sylwetki bohaterów książki. Środowisko PR wówczas (teraz nie bardzo wiem czy coś się zmieniło) było dość wąskie, szczególnie we Wrocławiu, gdzie większość specjalistów, jeśli się nie znała, to na pewno kojarzyła; szczególnie dużo plotkowało się o tym, jak jest w innych agencjach, czy warto tam spróbować wysłać CV, co z tego będzie itd. […] nie chciałem być spalonym zupełnie w branży, w której chciałem jeszcze popracować. Jak się później jednak okazało – kto miał wiedzieć, ten od razu się domyślił […]”.