sobota, 4 lipca 2015

Poznaj swój region - lipcowe wyzwanie Miasta Pudełek






Lipiec to idealny miesiąc na letnie wypady w związku z tym nowe wyzwanie Miasta Pudełek to: „Poznaj swój region”. Ważne jest poznawanie miasta poprzez przemierzanie jego ulic, zwrócenie uwagi na detale, odwiedzanie miejsc dotąd nieznanych, ale czasem łatwiej coś dostrzec poprzez kontekst – w tym wypadku przez oddalenie.

Odpowiednia perspektywa to tylko pośredni cel lipcowego wyzwania. Przede wszystkim chodzi o to, żeby lepiej poznać region, w którym mieszkamy. Dlatego w lipcu zachęcam Was do wypadów poza miasto. Może to być sąsiednia miejscowość, może to być niewielka wioska, może to być coś niepozornego, o czym wcześniej nie pomyśleliście. Może to być miejsce, które już dawno chcieliście zobaczyć albo ktoś Wam gorąco polecał, ale jakoś dotąd się nie składało, nie było po drodze. Po to te wyzwanie.

Dla mnie osobiście ważne jest odkrycie tych punktów na mapie, których nie dostrzegałam. Dzięki wyzwaniu mam nadzieję lepiej poznać nasze województwo, ale również je wypromować. Nie stawiam sobie żadnych założeń – jedyne kryterium to pełna swoboda i wakacyjna spontaniczność.

niedziela, 7 czerwca 2015

Poznaj szczecińskich pisarzy - podsumowanie majowego wyzwania Miasta Pudełek






Maj to miesiąc, w którym Miasto Pudełek podjęło kolejne wyzwanie. Tym razem celem było głębsze wniknięcie w literacką tkankę Szczecina. Asekuracyjnie założyłam, że sukcesem będzie przeczytanie przynajmniej jednej książki osoby związanej z naszym miastem czy to z racji urodzenia, czy też w związku z umiejscowieniem akcji w grodzie Gryfa. Bez znaczenia był dla mnie gatunek, nie przywiązywałam wagi do tego czy będzie to literatura wysokich lotów, czy też może coś z półki z bestsellerami. Grunt to pogłębić swoją wiedzę w tym temacie.

czwartek, 7 maja 2015

Wyzwanie Miasta Pudełek - poznaj szczecińskich pisarzy




Z początkiem maja Miasto Pudełek podejmuje nowe wyzwanie. W tym miesiącu postanowiłam przeczytać przynajmniej jedną książkę, któregoś ze szczecińskich pisarzy. Uwielbiam czytać książki, ale wygospodarowanie czasu na lekturę jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Ciągle walczę sama ze sobą, szukam sposobu na lepszą organizację i walkę z typowym zmęczeniem po pracy. Stąd postanowiłam, że majowym wyzwaniem będzie zmierzenie się z chaosem organizacyjnym i eksploracja Szczecina pod kątem literackiego życia – przed Wami nie mogę przecież dać plamy ;)

Przede wszystkim chciałabym przeczytać książkę kogoś, o kim jeszcze nie słyszałam albo kogo nie czytałam, bo nie miałam przekonania (nigdy na przykład nie zdecydowałam się na publikacje Moniki Szwai, z góry oceniając je jako „lekkie, łatwe i przyjemne”). Ważniejszy więc dla mnie jest tym razem szczeciński kontekst niż moje preferencje czytelnicze.

Mam wielką nadzieję, że dołączycie do wyzwania Miasta Pudełek i spróbujecie znaleźć czas, by zapoznać się z naszą szczecińską literaturą. Na szybko, z marszu podaję kilka nazwisk dla osób, które w tym temacie nie mają kompletnie rozeznania: Artur Daniel Liskowacki, Dariusz Bitner, Alan Sasinowski, Monika Szwaja, Inga Iwasiów, Andrzej Te, Piotr Michałowski. Oczywiście w ramach wyzwania mam zamiar tę listę poszerzyć, czym mam nadzieję zbuduję większą świadomość literackiego życia Szczecina.


Powiązane posty:


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Odwiedź szczecińskie muzea, czyli podsumowanie marcowego wyzwania Miasta Pudełek





Za mną pierwsze wyzwanie Miasta Pudełek. Efekt końcowy nie powala na kolana, ale jest obietnicą zmian. Przede wszystkim dlatego, że dzięki wyzwaniu rzuconemu publicznie, nie można nie zrobić NIC! Nie muszę co prawda spotkać się nikim twarzą w twarz, ale czysta przyzwoitość nakazuje wywiązanie się z danego słowa.
Podejmując wyzwanie podzieliłam swoją aktywność na dwa etapy. Zorientowałam się jakie w ogóle muzea mamy w Szczecinie, a potem po prostu obrałam cel.

wtorek, 31 marca 2015

Czy „Smells like teen spirit” Nirvany może wzruszyć?





Czy „Smells like teen spirit” Nirvany może wzruszyć? Jak najbardziej może, o czym przekonałam się 7 marca na koncercie w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza, który odbył się w ramach projektu Symphonica. Siłą napędową całej inicjatywy jest Mikołaj Blajda – twórca scenariusza i aranżacji oraz dyrygent w jednej osobie. Symphonica, krótko rzecz ujmując, to zderzenie ostrego, gitarowego grania z klasycznym brzmieniem orkiestry symfonicznej oraz charyzmy rockowych wykonawców z głębią śpiewu operowego.

Od razu uprzedzam wszelkie komentarze, dotyczące warsztatu czy nagłośnienia - zupełnie się na tym nie znam (choć przez miesiąc uczyłam się gry na fortepianie, ale to oczywiście nie daje mi podstaw do formułowania kategorycznych sądów). Dlatego moja ocena wydarzenia jest czysto emocjonalna. Bo ważniejsze, moim zdaniem, jest czuć niż wiedzieć. Wiedza to sprawa drugorzędna, potrzebna do głębszej interpretacji i osadzenia danego dzieła w kontekście.

KONCERT PEŁEN EMOCJI

W moim odczuciu był to udany koncert, choć „Smokie on the water”, które zostało wykonane na początku nieco mnie zaniepokoiło. Gitary zupełnie zagłuszyły orkiestrę i wokalistów. Co prawda w niektórych utworach, wciąż gdzieś orkiestra ginęła, ale ostatecznie ta unia dwóch, wydawałoby się odrębnych światów, była naprawdę udana. Dużym zaskoczeniem była dla mnie interpretacja „Lithium” Nirvany, z lekka zwariowana, psychodeliczna, trochę jakby w rytmie reagge, a już „Smells like teen spirit” wzruszyło mnie, czego zupełnie się nie spodziewałam. Pomyślałam: „Coś ze mną nie tak”, ale okazało się, że nie jest w tym odosobniona, więc odetchnęłam z ulgą. O ile „Smells like...” mnie wzruszyło, o tyle „Phanthom of the Opera” zespołu Nightwish przejęło mnie do głębi i sprawiło, że parę łez spłynęło mi po policzku. Nie znałam wcześniej oryginału, dlatego po powrocie odsłuchałam na Youtube, stwierdzając z zaskoczeniem, że wersja oryginalna wydaję mi się bardziej „popowa”. To, co usłyszałam w trakcie koncertu było znacznie głębsze i mroczniejsze i naprawdę przenikało na wskroś.

Symphonica została bardzo dobrze przyjęta w Szczecinie. Podobno bilety rozeszły się w mgnieniu oka. Zresztą sukces projektu potwierdziły owacje na stojąco oraz chyba ze trzy bisy. Wydawało się, że publiczność nie chce wypuścić artystów i nie dziwi mnie to. Jeszcze długo po koncercie trzymał mnie podniosły nastrój. Gdybym mogła, wrzuciłabym replay i wciąż syciła się muzyką i emocjami, jakie we mnie wywołała.

SYMPHONICA WRACA WE WRZEŚNIU!

Entuzjastyczna reakcja szczecinian zaskoczyła również samych muzyków. Tempo w jakim rozeszły się bilety oraz ogromny odzew spowodowały, że Symphonica powróci do Szczecina we wrześniu. Mają zatem szanse Ci, którzy nie zdążyli kupić wejściówek na marcowe koncerty.

I jeszcze taka mała dygresja a propos Filharmonii. Jestem niezłomną orędowniczką formy tego gmachu, choć wiem, że ogółowi nie przypadła do gustu. Przyznać jednak muszę – niechętnie – że dostrzegłam jeden mankament. Właściwie trudno było nie dostrzec...Chodzi mianowicie o schody na balkonie. Zdecydowanie zbyt wąskie, zwłaszcza dla pań w obcasach, ale nie tylko. Panowie również mieli problemy z utrzymaniem równowagi. Naprawdę niewiele brakowało, żeby ktoś zwichnął sobie nogę. To póki co jedyny minus jaki widzę, w dalszym ciągu jestem zachwycona tym projektem.


Summa summarum polecam zarówno symfoniczny projekt Mikołaja Blajdy i jak i wizytę w nowym budynku Filharmonii na jakimkolwiek innym koncercie.

Powiązane posty:



poniedziałek, 2 marca 2015

1 Wyzwanie Miasta Pudełek - odwiedź szczecińskie muzea



Zgodnie z zapowiedzią wraz z początkiem miesiąca Miasto Pudełek rzuca wyzwanie. Chcę zmotywować siebie, ale również Was do pogłębiania wiedzy o Szczecinie. Zależy mi, na tym, żebyśmy wspólnie aktywnie poznawali nasze miasto pod każdym możliwym kątem. Mam nadzieję, że comiesięczene wyzwanie zminimalizuje ilość postów o charakterze wyłącznie teoretycznym, a już wkrótce Miasto Pudełek będzie czynnie promowało Szczecin i region.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Escape Room w Szczecinie

Escape the Room to coraz bardziej popularna gra zespołowa, która całkiem niedawno przeniknęła na grunt polski. W Szczecinie, o ile mi wiadomo, mamy tego typu rozrywkę w dwóch miejscach: na Niepodległości w budynku Odzieżowca i na Wojska Polskiego między Jagiellońską a Placem Zgody. Miasto Pudełek miało okazję bawić się na piątym piętrze Odzieżowca, gdzie znajduje się również laserowy labirynt. I choć nie udało się wyjść z pokoju przed czasem, to była to naprawdę fantastyczna zabawa.

O co dokładnie chodzi? Uczestnicy gry są zamykani w pokoju (ja byłam w pomieszczeniu nazwanym Scherlock Holmes) i mają sześćdziesiąt minut na to, żeby znaleźć klucz otwierający drzwi. Klucz jest bardzo starannie schowany a prowadzą do niego różnego rodzaju wskazówki. Gra opiera się przede wszystkim na logicznym myśleniu oraz współpracy uczestników. Bardzo łatwo przegapić pewne znaki, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka, czasami nawet można mylnie zinterpretować poszlaki. Liczy się więc również spostrzegawczość, wszystko bowiem może okazać się wskazówką.

Trzeba również narzucić sobie pewien ład w uszeregowaniu zdobytych informacji, gdyż łatwo zgubić wątek i utknąć w martwym punkcie. Wtedy można skorzystać z podpowiedzi Mistrza Gry (który zresztą wyjaśnia reguły oraz monitoruje postępy uczestników). O podpowiedź można poprosić dwa razy, a reszta zależy  od naszego sprytu, umiejętności łączenia w całość skrawków układanki, a także analitycznego myślenia.

Co mi się podoba to poziom gry – nie jest zbyt łatwy, zmusza do myślenia i do działania pod presją czasu. Zabawa intryguje i wciąga, lecz także podsyca ambicje. Niestety nie mogę więcej zdradzić, żeby nie zepsuć Wam zabawy i nie naprowadzić na trop ;)
Polecam Escape Room, bo to świetna forma spędzenia czasu, angażująca szare komórki i integrująca towarzystwo. Mi się bardzo podobało i pewnie jeszcze kiedyś tam wpadnę.


Przypominam, że do 10 lutego do godziny 12 można jeszcze wysyłać smsy na Miasto Pudełek w konkursie Blog Roku 2014. Treść smsa to T11852 (pisane bez spacji) a numer, na który należy go wysłać to 7122. Dochód z smsów zostanie przeznaczony na Fundację Dzieci Niczyje.

piątek, 23 stycznia 2015

"eleWator" - szczeciński kwartalnik literacko-kulturalny

Interesujesz się literaturą? Chcesz być na bieżąco z nowościami wydawniczymi? Śledzisz wydarzenia kulturalne? Jesteś miłośnikiem sztuki? Jeśli tak, to zainteresuje Ciebie „eleWator” - szczeciński kwartalnik literacko-kulturalny.


Fot. Estera Zoc-Firlik


Każde wydanie tego periodyku ma swoją myśl przewodnią, dominantę tematyczną, która determinuje treść. Nie zawęża to wcale pola manewru, przeciwnie generuje różne punkty widzenia ujęte w całym bogactwie gatunkowym wszystkich rodzajów literackich. Lektura kwartalnika pozwala na czytelniczą podróż pomiędzy analizą porównawczą a krótką formą prozatorską. W jednej chwili szukamy odpowiedzi z autorem artykułu, w drugiej zastanawiamy się czy posłuchać sugestii recenzenta i kupić omawianą książkę.
Z eleWatorem współpracują zarówno uznani pracownicy polskich uniwersytetów, ale również wszelkiej maści artyści (pisarze, malarze, graficy, muzycy). Do stałych współpracowników należą między innymi Edward Balcerzan, Anna Frajlich czy Artur Daniel Liskowacki, co już samo w sobie jest stosowną wizytówką.

Jeśli zatem poszukujesz lektury pobudzającej intelektualnie, wskazującej nowe możliwości interpretacyjne dzieł zaliczanych już do klasyki, łakniesz nowin z pogranicza sztuk to warto sięgnąć po szczeciński magazyn o znaczącej nazwie „eleWator”.

środa, 21 stycznia 2015

Czy szczecinianie mają poczucie estetyki?

Jałowe wydają mi się dyskusje o tym co się podoba, a co nie. Niby wszyscy wiemy, że o gustach się nie dyskutuje, a jednak odczuwamy nieodpartą potrzebę, żeby przekonać antagonistę, że się myli. I tak na przykład trwa spór o nową Filharmonię, i mieszkańcy Szczecina nie mogą się dogadać: zachwyca czy nie.

Nowa Filharmonia
Fot. Estera Zoc-Firlik


Cała ta dysputa, walka na argumenty, spór o to, kto się zna na architekturze, a kto nie, naprawdę mnie już męczy, a nawet z lekka irytuje. Tym bardziej, że kwestia estetyki nie jest naszą najmocniejszą stroną. Jako mieszkanka Szczecina byłabym szczęśliwa, gdyby w końcu szczecinianie odwrócili wzrok od gmachu Filharmonii i zadbali o swoje otoczenie w promieniu kilkunastu metrów. Niestety podobna determinacja w eksponowaniu swoich "jedynie słusznych" poglądów nie sięga własnego podwórka czy płyty chodnikowej, na której akurat stoimy. Jakoś nasze poczucie estetyki traci nagle sygnał niczym telefon zasięg, kiedy rzucamy pod siebie opakowanie po chipsach czy ignorujemy "gorący produkt" naszego pupila. W nosie mamy też czy nasz pomysł na nowe okna lub kolorystykę balkonowej wnęki harmonizuje z wyglądem zabytkowej kamienicy.


Co smutne, prędzej powiemy drugiej osobie "Co Ty, oczu nie masz, przecież to szkaradzieństwo", kiedy usłyszymy, że podoba mu się nowa Filharmonia niż zwrócimy uwagę, kiedy ktoś inny na naszych oczach zaśmieci chodnik.

wtorek, 20 stycznia 2015

"ZA" Pomnikiem Wdzięczności dla Armii Radzieckiej

Stawiamy pomniki, żeby upamiętniać, ale również pamiętać. Wiele z tych świadectw budzi jednak nasz sprzeciw, bo przywołują pamięć o zdarzeniach, czasach, które staramy się wyprzeć, wymazać, jakby nigdy nie miały miejsca.


Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej,
 Fot. Estera Zoc-Firlik


Tak jest w przypadku monumentu, stojącego w centrum Szczecina na Placu Żołnierza Polskiego, czyli Pomnika Wdzięczności dla Armii Radzieckiej. Rozumiem, nikt z nas owej wdzięczności nie odczuwa, bo wyzwolenie z okupacji niemieckiej oznaczało pozorną wolność pod czujnym okiem wschodniego sąsiada, ale…

…ale usunięcie pomnika, o które postulują organizacje patriotyczne jest dla mnie zabiegiem zgoła niepatriotycznym. Patriotyzm moim zdaniem nie polega wyłącznie na eksponowaniu historii pełnej glorii i chwały, to również fakty pozbawione wzniosłości, ale stanowiące niezbędny komponent naszej narodowej tożsamości, które staramy się w naszej pamięci zachować. Nie możemy za każdym razem, kiedy coś nie jest zgodne z naszą wizją Polski jako Chrystusa Narodów, usuwać, wyburzać, niszczyć. Idąc tym tokiem myślenia zrównajmy z ziemią Wały Chrobrego (czyli tak naprawdę Hakenterrase), bo przecież zaprojektował to Niemiec.

Wyjściem z tej sytuacji jest moim zdaniem umieszczenie na pomniku tablicy ze stosowną informacją, jak faktycznie wyglądały stosunki polsko-radzieckie. Tak, żeby każdy młody szczecinianin czy też przejezdny miał świadomość przeszłości tego miasta. Dlatego jestem za pozostawieniem pomnika – jestem za tym, żeby PAMIĘTAĆ.

niedziela, 26 października 2014

Finał Festiwalu Młodych Talentów

Z niecierpliwością czekałam na Festiwal Młodych Talentów pomna poprzednich edycji, kiedy jeszcze wydarzenie miało w swym tytule słowo „gramy”. Reaktywacja szczecińskiego festiwalu, który rozsławił między innymi Niemena i Karin Stanek, wywołała we mnie pozytywne wrażenia. Bardzo spodobała mi się formuła – gala w Teatrze Letnim prowadzona przez kabaret, prezentacja finalistów, wybór laureata i na koniec koncert „gwiazdy”. Byłam każdego roku, ciesząc się, że mamy w Szczecinie taką inicjatywę.

Jedna z gwiazd FMT

I nagle festiwal zniknął mi z pola widzenia. Nie widziałam plakatów, obwieszczających kolejną edycję, wyszukiwarka Google też milczała. Zupełnie przypadkiem przeczytałam relację z gali jubileuszowej 50-lecia Festiwalu Młodych Talentów, która naprowadziła mnie z powrotem na trop. W tym roku postanowiłam, że nie odpuszczę! Tym bardziej, że finałowy koncert miał odbywać się w Arenie, w której jeszcze nie byłam, a na dyrektora artystycznego wydarzenia powołano Katarzynę Nosowską.

Otóż byłam. I od razu, na wstępie muszę zaznaczyć, że w obecnym kształcie Festiwal Młodych Talentów zupełnie nie przypomina tego z  pierwszych lat reaktywacji. Przede wszystkim ramy czasowe – całość trwała siedem godzin! To był istny maraton muzyczny! Klamrą spinającą imprezę był występ szczecińskich artystów Łony i Webera na początku i koncert rodowitej szczecinianki Kasi Nosowskiej na końcu. Na scenie wystąpili również tacy wykonawcy, jak: Król, Skubas oraz Fisz Emade, a także laureat konkursu Stonkatank. Nie da się zaprzeczyć – to była solidna dawka dobrej, mało komercyjnej muzyki. Dużym walorem była różnorodność muzycznych wrażliwości, każdy ponad trzydziestominutowy koncert zabierał w zupełnie inną podróż


Oprócz tego, że bawiłam się (choć słowo te nie odzwierciedla w pełni mnogości wrażeń) dobrze, odczuwam pewną nieścisłość i dysproporcję. Bo jeśli jest to Festiwal Młodych Talentów, który w podtytule ma hasło „nowa energia”, to czemu w czasie gali wystąpił tylko nagrodzony zespół? Może się czepiam, bo w końcu dzień wcześniej były przesłuchania i można było posłuchać młodych wykonawców za darmo, a może zbyt mocno utkwiła mi w głowie formuła „Gramy”, niemniej pozostawiło to we mnie poczucie, że akurat „nowej energii” było najmniej. Z całą pewnością jednak było całe mnóstwo dobrej energii i liczę na to, że już wkrótce Festiwal Młodych Talentów będzie jednym z ważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce.

sobota, 29 marca 2014

Cudze chwalicie, a Szczecina nie znacie...

Przeciętny turysta porusza się z przewodnikiem bądź mapą w ręku. Odhacza miejsca reprezentatywne, polecane, z kategorii „jeśli jesteś w (tutaj nazwa miasta) koniecznie musisz zobaczyć”. Rozgląda się dookoła, drobiazgowo dokumentuje kolejne etapy podróży. A potem, w gronie bliskich lub znajomych, tudzież za pośrednictwem portali społecznościowych, prezentuje zdjęcia. Fotografie te zazwyczaj przedstawiają radosnego turystę na tle budowli, pomników czy tablic pamiątkowych. Czasem są to obiekty mało atrakcyjne z punktu widzenia mieszkańca danego miasta, często wręcz niezauważane, mijane codziennie z obojętnym wyrazem twarzy. Dla mieszkających od urodzenia miejsca te są pozbawione historycznego kontekstu, bowiem stanowią stały element ich krajobrazu. Dla turysty to pretekst, by pochwalić się, opowiedzieć anegdotę, historię: „Tutaj mieszkał.., a tam kiedyś było…”. Bywa i tak, że zwiedzający wie więcej o mieście niż jego gospodarz. I, o ironio, znacznie więcej niż o swoich rodzinnych stronach. Cudze chwalicie…

Fot. Estera Zoc-Firlik


No właśnie, a gdyby tak sytuację odwrócić? Zmienić perspektywę? Gdyby, na przykład szczecinianie, spojrzeli na swoje miasto z pozycji osoby, która patrzy na wszystko po raz pierwszy? Zresetowali pamięć i przeszli ulicami Szczecina tak, jakby dopiero co przyjechali? Mogłoby się wtedy okazać, że poza Wałami Chrobrego, Zamkiem czy parkiem Kasprowicza jest znacznie więcej punktów na mapie wartych poznania. Na miejsca takie wskazują często tablice. Mają one utrwalić w świadomości współczesnych czyny lub osoby warte pamiętania. Ale czy faktycznie o nich pamiętamy? A raczej, czy w ogóle te kamienne hołdy zauważamy? Proza życia pogłębia tylko koleinę, która nas wiedzie od dobrze znanego punktu A do punktu B. Zapracowani, zabiegani, pochłonięci codziennością nie odczuwamy potrzeby skanowania czy studiowania naszego otoczenia. Gdybyśmy jednak zechcieli czasem spojrzeć uważniej, mogłoby się okazać, że dowiemy się czegoś nowego czy zaskakującego. Co ważniejsze jednak, moglibyśmy powiedzieć, że faktycznie znamy miasto, w którym mieszkamy.

niedziela, 29 grudnia 2013

Szczecinianie z wyboru - Anita z Fałkowa

Jeżeli jesteś fanem botaniki, hydrologiem z zamiłowania lub po prostu masz lekko spaczone poczucie estetyki, to na pewno uznasz Szczecin za piękne miasto – mówi Anita z Fałkowa. Mówi to żartem, bowiem miasto jej się podoba, ale – dodaje – trzeba uczciwe przyznać, że jest ono zaniedbane i ciągle jeszcze wymaga inwestowania.

Nie najlepszej jakości - jest czego się uczyć ;)


Dlaczego Szczecin?

Ponad sześć lat temu, wybierając między „nudnym Lublinem”, a „sztywnym Toruniem” zdecydowała się studiować w Szczecinie. Dlaczego? Ponieważ przez trzy, cztery lata, pracując każdego sezonu w kawiarni w Międzywodziu poznała wielu ludzi ze stolicy Pomorza Zachodniego. Temperament, spontaniczność i lekkie podejście do życia okazały się skutecznym wabikiem. Mimo iż nie znała w ogóle miasta, a jedynie – jak jej się wydawało – mentalność jego mieszkańców, podjęła studia historii w Szczecinie.

Poznawanie miasta…

…przede wszystkim z nocnej perspektywy. Wiązało się to oczywiście z nocnym, studenckim życiem, ale również z pracą w klubie Pinokio, które Anita wspomina z sentymentem. Jej zdaniem Szczecin nabiera niespotykanej magii właśnie nocą - do dzisiaj jej ulubionym widokiem są oświetlone Wały Chrobrego, Zamek Książąt Pomorskich czy katedra pod wezwaniem św. Jakuba.

Udawane Stare Miasto

Zachwyt Anity budzą kamienice, których detale ukazują kunszt architektoniczny ich twórców. Jednocześnie jej złość wywołuje stan techniczny budynków: odpadające tynki, porozbijane drzwi, spadające przechodniom na głowy fragmenty dekoracji. Bardzo chciałaby zobaczyć te kamienice tak odrestaurowane, jak w Grodnie, w którym Stare Miasto wraz okalającymi je wąskimi uliczkami faktycznie stanowi reprezentacyjne miejsce, po którym można oprowadzać turystów. Póki co, szczecinianie muszą zadowolić się swoim Starym-Nowym Miastem, którego osobiście nie lubi. Przede wszystkim dlatego, że jest ono – z jej punktu widzenia – sztuczne, udawane i jakby z przymusu. To samo dotyczy deptaku Bogusława – miejsca, które z założenia powinny tętnić życiem, w rzeczywistości żyją wyłącznie w sobotnie wieczory.

Miejsca, które lubię

Poza nocną panoramą Szczecina uwielbia Odrę i to pod każdym względem. Lubi przejeżdżać przez mosty i obserwować widok rozlewającej się na wszystkie strony rzeki. Podobają jej się również nowe bulwary nadodrzańskie, które dają kolejną sposobność zbliżenia się do Odry. A w ostatnie wakacje na nowo odkryła Dziewoklicz – spokojne miejsce, niezbyt jeszcze zatłoczone, w którym woda płynie leniwie.
Park Żeromskiego to kolejne ulubione miejsce w Szczecinie. Mniej zatłoczony niż Jasne Błonia i park Kasprowicza, daje możliwość schowania się w bocznej alejce i poczytania w spokoju książki. Jednym z ulubionych widoków są wszędobylskie magnolie, które wiosną tworzą niepowtarzalny klimat. Tak samo zresztą dywan z krokusów na Jasnych Błoniach. Dla kontrastu, niesamowite wrażenie zrobiły na Anicie północne dzielnice Szczecina, które – mimo iż w znacznej części sprawiają wrażenie, jakby wojna skończyła się miesiąc temu – mają w sobie jakiś urok i tajemniczość.

Szczecinianie to materiał na długi elaborat naukowy

Klimat miasta tworzą przede wszystkim szczecinianie. Różnią się od ludzi pochodzących z innych obszarów Polski. Ciągle nie jest to jeszcze w pełni jednolite społeczeństwo, co zapewne wynika ze szczególnych uwarunkowań historycznych oraz powojennych migracji na te tereny. Mimo iż minęło już ponad pół wieku od wspomnianych procesów, wciąż da się zauważyć różnice w tradycjach, języku czy ogólnej obyczajowości. Według Anity Szczecin jest kolorową mozaiką ludzi z różnych stron Polski czy nawet świata (mamy przecież całkiem sporo studentów z Europy czy Azji). Tworzą oni konglomerat różnorodności, który decyduje o wyjątkowości tego miejsca.

Szczecin miastem niedocenianym

Szczecin to miasto niedoceniane, a nawet ignorowane w perspektywie ogólnopolskiej. Myślę jednak, że ciągle mamy czas, żeby nad tym popracować i zmienić ten stan rzeczy – uważa Anita - Najtrudniejszą rzeczą jest chyba ściągnięcie ludzi do Szczecina, bo każdy, kto przyjechał tu choć raz, na pewno będzie chciał wrócić kolejny i kolejny raz. Taki już jego los, że dla większości Polaków jest miastem nieodkrytym, położonym na peryferiach kraju, o którym mówi się mało lub wcale. Mam nadzieję, że wkrótce i to się zmieni.




wtorek, 1 października 2013

Nie dla "NIE"

Stwierdziłam ostatnio, że zmęczyła mnie konwencja, w której wiele osób (w tym ja) stara się przekonać mieszkańców, że Szczecin wcale nie jest wioską z tramwajami, że nie taki zły i be, jak go malują, że w żadnym razie nie jest miastem dla narzekających ludzi. Denerwują mnie już tego typu etykiety-przylepy, bowiem mimo pozytywnej idei siłą rzeczy nacechowane są ujemnie. To tak, jakby miasto występowało w roli oskarżonego, a front walczący z malkontentami aspirował do roli adwokata, który koniecznie podsądnego musi obronić.

OTÓŻ NIE, NIE ZGADZAM SIĘ! Jak się komuś nie podoba niech rzuci cegłą, weźmie się do roboty, wyjdzie z inicjatywą lub po prostu wyjedzie. Nic na siłę!

niedziela, 29 września 2013

Konkurs na redaktora Szczecin Aloud

Ruszył konkurs na redaktora Szczecin Aloud. Zachęcam wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia i potrafią to wyrazić: zdjęciem, rysunkiem, słowem pisanym czy ruchomym obrazem. Uprzedzam – profitów finansowych nie ma! Jest za to możliwość skomentowania otaczającej rzeczywistości w sposób sobie właściwy. Jest to okazja do poznania ciekawych i inspirujących ludzi. To także sposobność do współtworzenia wizerunku miasta, aktywnego włączenia się w jego życie. Przykłady mogłabym mnożyć, ale myślę, że warto przekonać się samemu.

Źródło: Szczecin Aloud

Wszystkiego dowiedziecie się z oficjalnej strony Szczecin Aloud. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy J

Źródło: Funpage Szczecin Aloud na Facebooku


czwartek, 22 sierpnia 2013

Szczecin inaczej - blokowiska

Blokowiska kojarzyły mi się niegdyś (czyli w wieku szkolnym) z posępnymi molochami. Pozbawione indywidualizmu mrowiska, w których tłoczą się anonimowi ludzie. Nikt nikogo nie zna, a każdy sobie wilkiem. Estetycznie mało efektowne pudełka przedziurawione oknami. Budowane w latach osiemdziesiątych osiedla wywoływały jeszcze jedno skojarzenie - z przesiadującymi na ławkach blokersami. Ci natomiast nie mieli u mnie wysokich notowań. Prości, ordynarni, bez horyzontów. Tak mi się przynajmniej, jako dziecku, wydawało.

Zawadzkiego. Fot. Estera Zoc-Firlik

Człowiek dorasta i pewne rzeczy ulegają weryfikacji. Może i nadal nie jestem entuzjastką bloków, ale patrzę dzisiaj na nie przychylniejszym okiem. Zwłaszcza, że stosuje się obecnie coraz więcej ciekawych rozwiązań architektonicznych. Są one bardziej przyjazne mieszkańcom, nie tylko użyteczne i funkcjonalne, ale harmonijnie wpisujące się w otoczenie. Również te, które wcześniej stanowiły przedmiot mojej niechęci, zyskują nowe oblicze. W jaki sposób? W najprostszy z możliwych – dzięki kolorytowi nadanemu elewacji. Okazuje się, że kolorem naprawdę można dużo zdziałać. Można prostej formie, dość płaskiej na pierwszy rzut oka dodać głębi. Uwypuklić, zaakcentować, ożywić. Kolor również buduje, stwarza iluzję przestrzeni. Ponadto, co przecież zostało udowodniono naukowo i jest stosowane w wielu dziedzinach naszego życia, oddziałuje na naszą psychikę.

Powtarzam często, że miasto powinno być przyjazne mieszkańcom. W natłoku codziennych obowiązków, uwikłani w prozę życia, zabiegani i zapracowani nie zawsze mamy czas, żeby odetchnąć. Dlatego ważne jest, aby nasze otoczenie łagodziło życie w betonowej dżungli. Co przez to rozumiem? Dużą liczbę skwerów, odpowiednią infrastrukturę rowerową, czyste ulice oraz kompleksowe myślenie i konkretną wizję jeśli chodzi o estetykę miasta. Jednym z przejawów tego jest właśnie kolorystyka naszych budynków mieszkalnych. Jestem pełna uznania dla rozwiązań kolorystycznych zastosowanych na osiedlach Reda i Zawadzkiego. Z ponurych monumentów bliźniaczo do siebie podobnych wydobyto indywidualny rys. Od razu lepiej funkcjonuje się w przestrzeni. Oby więcej takich rozwiązań, a miasto naprawdę zyska nie tylko w oczach mieszkańców, ale i przejezdnych.

Zawadzkiego. Fot. Estera Zoc-Firlik

Zawadzkiego. Fot. Estera Zoc-Firlik


Reda. Fot. Estera Zoc-Firlik

czwartek, 11 lipca 2013

Nowa Filharmonia zachwyca!

Od iks czasu wybierałam się na organizowany przez MMSzczecin Photoday, czyli plener fotograficzny dla szczecinian. I w końcu się udało! Miejscem spotkania dość wąskiej grupy uczestników była powstająca właśnie nowa Filharmonia. Moja relacja z tego wydarzenia dostępna jest na blogu miejskim Szczecin Aloud w tekście zatytułowanym PHOTODAY W NOWEJ FILHARMONII – zapraszam do lektury.

A tutaj prezentacja kilku moich zdjęć. Zazwyczaj staram się być oszczędna i wybieram najlepsze kadry, ale sala koncertowa tak mnie zachwyciła, że trudno mi było zdecydować się na najlepsze ujęcia.


Na terenie budowy, po drugiej stronie płotu.
Fot. Estera Zoc-Firlik
Podziemna kondygnacja.
Fot. Estera Zoc-Firlik
Dwoimy się, troimy, żeby zrobić jak najwięcej ciekawych zdjęć ;)
Fot. Estera Zoc-Firlik

Schodzimy głębiej. Fot. Estera Zoc-Firlik

Pod obstrzałem. Fot. Estera Zoc-Firlik

Rusztowania też mogą być interesujące ;) Fot. Estera Zoc-Firlik


A za chwilę niespodzianka...
Fot. Estera Zoc-Firlik

...do dużej sali koncertowej.
Fot. Estera Zoc-Firlik

Złote origami. Fot. Estera Zoc-Firlik

Dzieło kobiecych dłoni. Fot. Estera Zoc-Firlik

Imponujący sufit. Estera Zoc-Firlik

Coś niesamowitego...Fot. Estera Zoc-Firlik

Jest i okno. Fot. Estera Zoc-Firlik

Z trochę innej perspektywy.
Fot. Estera Zoc-Firlik

Ostatnie ujęcia.
Fot. Estera Zoc-Firlik

I ostatnie spojrzenia.
Fot. Estera Zoc-Firlik

wtorek, 2 lipca 2013

Mały poliglota

Słyszeliście może o Uniwersytecie Dziecięcym? Dzisiaj o jego istnieniu dowiedziałam się od koleżanki, w związku z czym śpieszę podzielić się z Wami tą informacją. Uniwersytet Dziecięcy „Mały poliglota” działa przy Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego i jak można przeczytać na stronie internetowej uczelni główne cele to:

  • rozbudzanie zainteresowania językami obcymi i zachęcanie do pogłębiania wiedzy
  • uczenie przez zabawę podstaw nauk filologicznych
  • rozwijanie dziecięcej ciekawości oraz umiejętności kreatywnego myślenia
Uniwersytet prowadzi właśnie nabór na rok akademicki 2013/2014 dla dzieci w wieku od 6 do 13 lat. W ramach zajęć młodzi „studenci” uczą się języka, poznają historię i kulturę danego kraju. Oprócz tego w zakresie oferty edukacyjnej  znajdują się między innymi: warsztaty autoprezentacji i wystąpień publicznych, zajęcia plastyczne i zwiedzanie Redakcji Polskiego Radia Szczecin.
Uniwersytet Dziecięcy zaprasza również na zajęcia wakacyjne, które mogą być rozwiązaniem, kiedy dziecko zostaje w mieście. Mogą też stanowić rodzaj testu przed podjęciem ostatecznej decyzji o przystąpieniu pociechy do rekrutacji już na rok akademicki.
A oto co czeka dzieci na wakacyjnych spotkaniach:

Źródło: Strona Uniwersytetu na Facebook'u



Więcej o samym Uniwersytecie Dziecięcym „Mały poliglota”, a także o wakacyjnej ofercie dowiecie się na oficjalnej stronie uczelni.